Dawno, dawno temu na szczycie Ślęży stał zamek. Raz w tygodniu panna służąca schodziła do leżącej u podnóża góry Sobótki, aby kupić świeże ryby dla panów na zamku. Gdy pewnego razu wracała z rybami, drogę zagrodził jej niedźwiedź. Dziewczyna nie przestraszyła się wcale olbrzyma, był to bowiem oswojony ulubieniec mieszkańców zamku. Często widywała tego niedźwiedzia, jak wieczorami stawał na dwóch łapach i tańczył do muzyki, a w nagrodę otrzymywał jakiś smakołyk. Dziewczyna postanowiła poprzekomarzać się z misiem. To podstawiała mu pod nos świeże, pachnące ryby, to chowała je za plecami. Wielki niedźwiedź stanął na dwóch łapach, ale wcale nie zamierzał tańczyć. W oswojone zwierzę wstąpiła dzika bestia. A gdy wieczorem zaczęto szukać dziewczyny, znaleziono na drodze do zamku jej poranione, martwe ciało. Domyślono się, co się wydarzyło. Z powodu smutku, jaki zapanował na zamku i ku przestrodze, kazano wykuć w kamieniu postacie niedźwiedzia i panny trzymającej w rękach rybę i postawić te rz...
Komentarze
Prześlij komentarz