Tatry Zachodnie - trzydniowy wypad w góry cz.1

Góry, góry, góreczki....
Jedni kochają, inni powiedzmy że nie 😉

Ja je kocham umiarkowanie. Może z powodu mojej kondycji, która pozostawia sporo do życzenia:(

Byłam w górach kilka razy, głównie w podstawówce. Z tego okresu pamiętam ból nóg, piękne widoki oraz upierdliwe towarzystwo.

Jednak w zeszłym roku byłam po raz kolejny. 
Nie da się ukryć, byłam zachwycona. Choć nie raz zeszłam ze szlaku ze łzami w oczach i pełnym kompletem odcisków. Co tu ukrywać kiepskie buty i kondycja robią swoje.
Jeżeli chcecie jechać w najbliższej przyszłości w góry to koniecznie wygodne buty. Nie koniecznie jakieś specjalistyczne. Moim zdaniem muszą być przewiewne i mieć porządny bieżnik. Zwłaszcza jeżeli chcemy wspiąć się na Giewont. PEŁNO WYŚLIZGANYCH KAMIENI. Łatwo się wywalić, poturbować i skręcić kostkę. Do tego sporo luźnych kamieni dodatkowo utrudniając wędrówkę. Niektóre odcinki przyprawiały mnie o palpitacje serca i zawroty głowy. Na szczęście nie szlam sama i miał mnie kto złapać. I oczywiście wcześniej sprawdźcie pogodę bo może się okazać że w górach ciągle śnieg leży.
Góry to nie przelewki. I wiedzą to ci co tam byli.Ale jaka satysfakcja gdy zdobędziesz szczyt. 

Wracając do głównego tematu. 
Wypad w góry trwał 3 dni. Było to w sierpniu 2015.
Z czego 2 dni spędziłam od rana do wieczora na szlaku. Trzeciego już się poddałam i pojechaliśmy na Krupówki

Dzień 1
Przyjazd na miejsce zakwaterowania był około 7:00. Musieliśmy poczekać na klucze do mieszkania gdyż jak zwykle wszystko było załatwione na wariackich papierach i właściciel nie spodziewał się nas tak wcześnie. Ale nie szkoda było nam tego czasu. Przepiękny widok na Giewont i piękna pogoda umilały nam czas.

B. mój narzeczony (z oczywistych powodów nie podaję pełnego imienia) pierwszy raz był w górach i jego zachowanie można porównać do dziecka które czeka tylko aby wejść pod choinkę i rozpakować prezenty.
Mieszkanko bardzo eleganckie w górskim stylu, z aneksem kuchennym dwoma pokojami, piękna łazienka i kominkiem w saloniku po prostu mnie zachwyciło. Metrażem może nie powalało ale było przytulne i czyste. Zostawiwszy bagaże ruszyliśmy do najbliższego sklepu po prowiant, picie ( bardzo ważne), i mapę ze szlakami.

Wybraliśmy oczywiście najbliższy, który był koło sklepu, szlak różnokolorowy na Giewont. 
Powrót czerwonym. 
Dla niezorientowanych. Szlak czarny nie jest taki zły. Może chwilami stromy ale warto zaryzykować skrócenie trasy o kilka kilometrów. Na czarnym szlaku jest po prostu mniej położonych kamieni które ułatwiają wędrówkę. 
Szlaki w tatrach są dobrze przygotowane i oznaczone. Ciężko się zgubić. 
Niestety my nie skorzystaliśmy z czarnego szlaku i nadrobiliśmy z 5 km miastem. 
Chciałam umrzeć...
Kiedy w końcu dotarliśmy do samochodu oboje mieliśmy dość. 
Powrót do domku, kąpiel i wyjazd do restauracji. Wiedzieliśmy od znajomych gdzie dobrze zjeść w okolicy. Karczma Polana nas nie zawiodła. Szybka obsługa czuwająca nad wszystkim. Świetne jedzenie i nawet przystępne ceny. Do tego zamykają dopiero o dziewiątej, tak że po zejściu ze szlaku ma się jeszcze czas na ogarniecie się :).



Opis przebytej trasy.
0-1 Start ze sklepu i dotarcie przez łąki do pierwszego szlaku.
1-2 15 min. czarnym szlakiem rowerowym. Tam znaleźliśmy bramkę do Tatrzańskiego Parku Narodowego i kupiliśmy bilety.
2-3 Za  bramką rozpoczął się szlak niebiesko-pomarańczowy. Po około 30-45 min szlaki się rozwidlają.
3-4 Szlakiem pomarańczowym doszliśmy do Kondrackiej Przełęczy. Szlak był bardzo przyjemny choć pod koniec już bardzo stromy i męczący.
Początek szlaku pomarańczowego. Widok na wejście do Wielkiej Polany.



Wielka Polana. Widok na góry.
Tak wygląda szlak po wyjściu z Wielkiej Polany.



Szlak co jakiś czas się zmienia. jest zarówno łagodny jak i bardzo stromy.

Końcowy etap szlaku na przełęcz jest na prawdę wyczerpujący. Jednak Sama przełęcz jest dosyć Płaska i można odpocząć.
4-5 Z przełęczy szliśmy niebieskim szlakiem na Giewont.
Tak wiem. Swoje ważę ale nawet szczuplejszym nie było łatwo się wdrapać na szczyt.
5-6 Po chwili odpoczynku na Giewoncie zeszliśmy drugą stroną i z powrotem na szlak w stronę przełęczy.

Zejście jest jeszcze trudniejsze niż wejście.
6-7 Po drodze skręciliśmy na czerwony szlak przez Siodło w stronę Przełęczy w Grzybowcu.

Przejście przez Siodło. W sumie nie mam zbyt dużego lęku wysokości, ale tam czułam się Bardzo niepewnie.
Jak dla mnie szlak okazał się bardzo ciężki bo nie tylko miałam wyślizgane podeszwy ale i chore kostki które po wspinaczce na Giewont zaczęły boleśnie doskwierać przy każdym kroku. Do tego gładkie kamienie, luźny żwir i stromo. Na ten szlak zdecydowanie przydały by się kijki.
7-8 Na przełęczy jest możliwość zmiany szlaku na czarny, niestety brak świadomości jak ten szlak wygląda mocno mnie odstraszyła. A szkoda bo pewnie sporo czasu byśmy zaoszczędzili a nogi tak by nie bolały na końcu. kolejnym przystankiem była Strążyska Polana. Tu można coś zjeść, wypić, skorzystać z toalety i odpocząć. Dla chętnych. 10 min. dalej żółtym szlakiem dojdziemy do wodospadu Siklawica.
8-9 Kolejny odcinek trasy doprowadzi nas do granic Zakopanego. I tu po raz kolejny zrezygnowałam z trasy czarnej w dodatku rowerowej!!! O ja głupia, nieszczęśliwa...
9-10-11-12 Masakrująca trasa przez Zakopane. Idziesz i idziesz i idziesz... a końca nie widać. Na mapce widać jak niepotrzebnie nadrobiliśmy drogi. 
Najgorsze jednak było to, że te drogi są takie proste i DŁUGIE :(

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Legenda o Pannie z rybą.

Polska. Wrocław. Poszukiwanie krasnalów. Wakacje majowe - 2 wyprawa. 24-04-2023

Jak przetrwać przygotowania przed wyjazdem świątecznym