Tatry zachodnie - trzydniowy wypad w góry cz.2

Dzień 2.
Kasprowy Wierch.


Z Kościeliska do kolejki linowej na Kasprowy Wierch jest spory kawałek. Warto podjechać samochodem najbliżej jak się da. Lub skorzystać z busików komunikacji publicznej które podjeżdżają pod sam wyciąg. 
Bilety można kupić wcześniej najlepiej z tydzień wcześniej przez internet. Dzięki temu wybierasz godzinę o której ci pasuje jechać i unikasz 4 godzinnej kolejki do kasy. Niestety system sprzedaży biletów w kasach uważam za chory. Panie w okienkach sprzedają tylko 10 biletów co 15-20 minut. Tak ze że te stanie w kolejce to ogólnie przez zamknięte okienko do sprzedaży biletów.
CHORE I NIE PRZEMYŚLANE.
Jak by nie mogli wprowadzić systemu numerycznego na biletach tak jak jest w większości urzędów. Masz numer na bilecie i określoną godzinę odjazdu kolejki. W tym czasie możesz kupić pamiątki, wypić coś w pobliskich barach, zjeść a nie czekać w kilometrowej kole na słońcu.

Poniosło mnie, przepraszam...

Kolejka jest nowoczesna i mieści sporo ludzi. Cała przeszklona. Jak masz szczęście i usiądziesz na tyłach to masz zapewnione super widoki. W połowie drogi jest przesiadka do drugiego wagoniku i już prawie jesteśmy na szczycie. Prawie bo stacja jest zbudowana nieco niżej ale wystarczy przejść kilkaset metrów łagodnym szlakiem i kolejny szczyt zdobyty.
Widoki zapierają dech w piersiach. Szczególnie gdy powietrze jest przejrzyste. Wzrok sięga chen daleko, zarówno w stronę Polski jak i Słowacji. Wyraźnie też widać kilka sąsiednich szczytów oraz szlaki do nich prowadzące. 
My skusiliśmy się pójść kawałek w stronę Świnicy. 






Jak widać szlak jest prawie że płaski, a boki wysypana tłuczonym kamieniem.

Widok na Dolinę Pięciu Stawów
Świnica schowała się w chmurach. Widać miała już dość paparazzich na ten dzień. Tylko Kościelec jeszcze widać.
Z Kasprowego wierchu są przepiękne widoki a jednocześnie szlak prowadzący wzdłuż szczytów nie jest zbyt trudny. Jeżeli jednak chce się zejść do doliny to jak widać poniżej szlak zielony też jest przyjemny. Choć jak dla mnie to bałam się że skręcę na nim kostkę. Kamienie które go wykładają są czasem dość krzywe. Jednak moja opinia nie jest obiektywna. Kostki dawały mi na prawdę do wiwatu i siłą woli szlam przez te góry. Czegóż się nie robi dla ukochanej osoby...
Tak wygląda szlak zielony w stronę Doliny Gąsienicowej.
Po pewnym czasie miałam już dość skakania z kamienia na kamień. B. Znalazł na mapie skrót do czarnego szlaku przez okoliczne łąki. Długo się zastanawiałam ale nie żałuję, że się zdecydowaliśmy. Szlak nie był tak ciężki jak się spodziewałam a widoki wynagradzały każdy trud.


A o to dwa zdjęcia z pierwszym ze stawów. Troiśniak. To w sumie 3 stawy położone bardzo blisko siebie. Zapewne podczas opadów poziom wody na tyle się podnosi że z trzech robi się jeden.       Ale to tylko przypuszczenia.

Tutaj zaś mamy szlak czarny. Nic strasznego jak widać.


Szlak niebieski pomiędzy jeziorami jest prawie że plaski. Dopiero przed wejściem na Kościelec zaczyna być pod górkę i to dość stromo i wąsko. Tam człowiek się zmacha. Dochodzi się na przełęcz pomiędzy 
Kościelcem a Małym Kościelcem. Szlak się rozwidla. W prawo na szczyt Kościelca w lewo czarny szlak do Czarnego Stawu Gąsienicowego. 
 

widok z przełęczy między Kościelcami na dolinę 5 stawów
A to widok z drugiej strony na Czarny Staw Gąsienicowy
O tyle miałam szczęście, że szlam w dół bo w górę to chyba bym umarła. Ten szlak jest na prawdę trudny. Czasem strasznie wąsko a zaraz obok przepaść. Ale nagrodą jest odpoczynek z nogami zanurzonymi w lodowatej wodzie czarnego stawu.
W tym czasie gdy ja pomału szłam w dół B. zdobywał szczyt Kościelna. Z opowieści dowiedziałam się, że szlak był trudny nawet jak na tak szczupłego i wysportowanego faceta jak on.

szlak na Kościelec
Widok ze szlaku na Kościelec w dół przepaści. BARDZO WĄSKO.



Widoki z Kościelca



Po odpoczynku nad Czarnym Stawem Gąsienicowym ruszyliśmy w stronę schroniska szlakiem niebieskim. Szlak jest szeroki. Całkiem przyjemny, choć ja miałam już dość. W schronisku można zakupić coś do picia i jedzenia (jak masz pecha to trafisz na ogromną kolejkę). Toalety przyzwoite ale ciasne. Jeżeli ktoś nie chce czekać w kolejce może napełnić sobie puste butelki wodą z kranu który jest obok bocznego wejścia. Dalej ruszyliśmy w stronę przełęczy miedzy Kopami.
 

Tam chwilę odpoczęliśmy i dalej ruszyliśmy w prawą stronę szlakiem wzdłuż szczytów. Szlak dosyć szeroki ale luźne kamienie wysypane na nim wcale nie ułatwiały mi zejścia.


 
Po pewnym czasie wchodzi się w las. Tam droga jest bardziej ubita i kręta. Na końcu wychodzi się niedaleko wyciągu obok rzeki.


Kawałek dalej jest parking z busikami komunikacji miejskiej. Oboje z B. Mieliśmy już dość chodzenia. Wykupiliśmy bilet i pojechaliśmy na parking w którym zostawiliśmy auto. Odetchnęliśmy z ulgą siadając w fotelach. Myśleliśmy już tylko o tym aby się wykąpać i coś zjeść.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Legenda o Pannie z rybą.

Polska. Wrocław. Poszukiwanie krasnalów. Wakacje majowe - 2 wyprawa. 24-04-2023

Jak przetrwać przygotowania przed wyjazdem świątecznym