Chorwacja - Dzień 2 - Split
Pogoda jak na Chorwację przystało nie zawiodła. Czyste niebo, słonce grzeje.
Zwiedzanie czas zacząć!!!
Pojechaliśmy do Splitu.
Pojechać i dojechać - nic prostszego :)
Znaleźć miejsce parkingowe - to już inna para kaloszy :/
Po prawie 0,5 godz. poszukiwaniach udało się. I to nawet niedaleko starego miasta.
Noo... to teraz gdzie? Informacja turystyczna i masz mapę miasta.
Miasto samo w sobie jest piękne. Starówka z palmami i kawiarniami zachwyca.
Wąskie uliczki miasta
sprawiają że masz wrażenie przeniesienia w czasie.
Jako że przyjechaliśmy w sezonie to nie ma co się dziwić że dość tłoczno.
Pałac Dioklecjana jest tak duży że ciężko zauważyć kiedy się zaczyna. oczywiście na mapie jest zaznaczone co i gdzie się znajduje, ale jak jej nie masz to ciężko zauważyć różnicę między nim a miastem. Został zagospodarowany i zaludniony, nie wyróżnia się niczym od reszty miasta. Tylko kilka budowli zostało przystosowanych do zwiedzania przez turystów. Reszta to sklepiki, kawiarnie, restauracje i mieszkania.
Pytając tubylców znacznie łatwiej dotrzeć tam gdzie się chce. Wąskie uliczki, tłok i wszystko wygląda podobnie bo z kamienia budowane. Można się zgubić. Ale wiecie co? Nie miałabym nic przeciwko zgubieniu w takim mieście:) Jest piękne. Pomimo tłoku turystów nie czuje się przytłoczenia. Upału też za bardzo nie odczuwałam bo co chwilę chodziliśmy w cieniu budynków.
Poza murami pałacu też pięknie. Stragany z różnymi artykułami stoją przy jednej z bram. Kapelusze, koszulki, torby, plecaki, owoce i lawenda. Można powiedzieć że lawenda i stragany ze świeżymi owocami i warzywami to prawie znak firmowy Chorwacji.
sprawiają że masz wrażenie przeniesienia w czasie.
Jako że przyjechaliśmy w sezonie to nie ma co się dziwić że dość tłoczno.
Pałac Dioklecjana jest tak duży że ciężko zauważyć kiedy się zaczyna. oczywiście na mapie jest zaznaczone co i gdzie się znajduje, ale jak jej nie masz to ciężko zauważyć różnicę między nim a miastem. Został zagospodarowany i zaludniony, nie wyróżnia się niczym od reszty miasta. Tylko kilka budowli zostało przystosowanych do zwiedzania przez turystów. Reszta to sklepiki, kawiarnie, restauracje i mieszkania.
Pytając tubylców znacznie łatwiej dotrzeć tam gdzie się chce. Wąskie uliczki, tłok i wszystko wygląda podobnie bo z kamienia budowane. Można się zgubić. Ale wiecie co? Nie miałabym nic przeciwko zgubieniu w takim mieście:) Jest piękne. Pomimo tłoku turystów nie czuje się przytłoczenia. Upału też za bardzo nie odczuwałam bo co chwilę chodziliśmy w cieniu budynków.
Poza murami pałacu też pięknie. Stragany z różnymi artykułami stoją przy jednej z bram. Kapelusze, koszulki, torby, plecaki, owoce i lawenda. Można powiedzieć że lawenda i stragany ze świeżymi owocami i warzywami to prawie znak firmowy Chorwacji.
Przy drugiej wychodzi się na zielony park. Trzecią na starówkę. Czwartej niestety nie zaliczyłam.
Z przewodnika wynikało że zwiedzanie najlepiej zacząć do samego rana. Coś w tym jest. Rano na pewno masz większe szanse na znalezienie darmowego parkingu. Dzięki czemu nie przejmujesz się czasem. Poza tym rano mniejsze tłumy i można spokojnie pozwiedzać co ciekawsze zabytki bez przepychania się :)
Ale mogę tylko przypuszczać że tak jest. My przyjechaliśmy w południe i wytrzymaliśmy raptem 3 godz. Po wyjściu z murów słońce daje o sobie znać.
Z przewodnika wynikało że zwiedzanie najlepiej zacząć do samego rana. Coś w tym jest. Rano na pewno masz większe szanse na znalezienie darmowego parkingu. Dzięki czemu nie przejmujesz się czasem. Poza tym rano mniejsze tłumy i można spokojnie pozwiedzać co ciekawsze zabytki bez przepychania się :)
Ale mogę tylko przypuszczać że tak jest. My przyjechaliśmy w południe i wytrzymaliśmy raptem 3 godz. Po wyjściu z murów słońce daje o sobie znać.
Ciekawą rzeczą jest to że Ci co chcą wybrać się na rejs po wyspach mają możliwość rezerwacji rejsu w jednej z kilku ofert przy stoiskach na promenadzie. Warto popytać dokąd płynie się takim rejsem, czy zawiera wyżywienie i picie w cenie oraz jak długo trwa. Ważne jest też aby zapytać o całościową liczbę pasażerów.
Nas troszkę zniechęcało zwłaszcza to ostatnie. Bo gdzie taka ciężarówka jak ja z 4 letnim dzieckiem będzie się pchać na statek gdzie jest około 100 pasażerów?
Jednak wracając ze Splitu zajechaliśmy do jednej z marin przed Omisiem. W tamtejszym biurze turystycznym były organizowane rejsy na mniejszych łodziach z maksymalnie 12 pasażerami. Pomimo wyższej ceny zgodziliśmy się na ich ofertę. Dodatkowo B. wykupił jazdę na skuterze wodnym i wynegocjował niższą cenę za całość.
Rejs mieliśmy mieć następnego dnia a skutery na kolejny dzień. Jednak prognozy pogody zapowiadały sztormy i otrzymaliśmy wiadomość że atrakcje zostały zamienione kolejnością.













Komentarze
Prześlij komentarz