Ślęża - Polska


Dawno mnie tu nie było. |
Przydało by się poprzecierać kurze i przewietrzyć pokoje...

To że nie pisałam wcale nie znaczy że nie podróżowałam.
Jedne podróże były duże inne małe.
Zaplanowane i spontaniczne.

Dziś opiszę wam właśnie mały, spontaniczny, samotny wypad na Ślężę - górę Sobótki. 

Zaczynając od początku to Ślęża jest jednym z wzniesień na dolnym Śląsku. Między Sobótką a Świdnicą. 

Wspinaczka na tą górę była totalnie nie zaplanowana. Byłam we Wrocławiu. Zostało mi trochę czasu więc w sumie czemu nie wyskoczyć na górę? No pewnie rozsądny człowiek by pomyślał. Pogoda taka sobie, początek lutego. Ubiór totalnie nie do wspinaczki ( trampki, rajtuzy, spódnica, t-shirt i jedynie płaszcz do kolan z kapturem spełniał wymogi cieplne na taką wyprawę). 

 No ale przecież rozsądek to nie zawsze moja najmocniejsza strona. Lubię czasem zaszaleć ;) . A że w sumie na dole było jakieś 10 stopni ciepła (okazjonalne ocieplenie) to czemu nie. 

Zanim dojechałam na miejsce zaczęło padać. Na szczęście nie mocno bo bym się rozmyśliła. A skoro już byłam na miejscu to przecież się nie będę wracać. 

Kolejna sprawa ze spontanicznym wychodzeniem w góry - brak wody i prowiantu. Tak się skupiłam na znalezieniu odpowiedniej drogi pod szczyt że zapomniałam zatrzymać się przed jakimś sklepem po jedzenie. Od rana nic nie jadłam a dochodziła już 14:00. Szkoda było mi czasu więc wzruszyłam ramionami i mając za towarzysza przysłowiowe "Jakoś to będzie" zaczęłam się wspinać. Na szczęście szlak zaczyna się od schroniska. Tam zakupiłam prowiant i wodę za podwójna jak nie potrójna cenę. 

                 Schronisko przy wejściu na szlak.              
Mimo wygórowanej ceny samo schronisko jest bardzo urocze. W dodatku na dworze jest mały park linowy dla dzieci, pełno drewnianych rzeźb przedstawiających legendę tej góry o Pannie z rybą ( treść tej legendy znajdziesz tutaj). Bardzo urokliwa miejscówka. Oczywiście w tym miejscu znajdziesz mapy ze szlakami, przegląd topograficzny i ile czasu zajmie ci poszczególny szlak. Tego dnia akurat dosyć się spieszyłam dlatego wybrałam najkrótszy żółty szlak (co się z tym wiąże - najbardziej strony). Moja kondycja stanowczo się zbuntowała na pierwszym podejściu pod górę. Zadyszka, zawroty głowy i ogólne zasapanie. Tragedia. Nie podejście ale moja kondycja oczywiście. Szlak jest dość kamienisty i stromy co widać na zdjęciach.


 A im wyżej tym więcej śniegu, ale o tym potem. Żółta trasa ma w sumie dwa wzniesienia. Na pierwszym wzniesieniu o nazwie Wieżyca jest wieża strażnicza. Punkt widokowy/obserwacyjny. Niestety o tej porze była zamknięta. Jest to też przystanek aby odpocząć, coś zjeść czy nawet rozpalić ognisko (jest na to przygotowane miejsce). Wierzyca ma 415 m n.p.m. I jest wyjątkowym wzniesieniem w całym Masywie Ślęży.
Ciekawostka Botaniczna.
Otóż zbocza wschodnie i zachodnie są porośnięte zupełnie innymi typami lasów.
Lasy Zachodniej strony to tzw. kwaśna dąbrowa podgórska, zaś lasy Wschodniej strony to lasy lipowo-klonowe. Taka różnica siedlisk na tak małym terenie to rzecz niezwykła. 
Ciekawi większej ilości info na ten temat? Patrz zdjęcie obok.

Następnie jest zejście i kolejne podejście jest już na Ślężę. Po drodze będą jeszcze dwa miejsca postojowe. Lasy na tej górze są bardzo urokliwe nawet w lutym. A na wiosnę na pewno są jeszcze piękniejsze. 

Panorama przy "Pannie z rybą"

           "Panna z rybą oraz niedźwiedź"               

Kolejnym punktem który mnie zatrzymał to pradawne rzeźby Panny i Niedźwiedzia. Dotyczy ich legenda o której możecie poczytać tutaj. Miejsce jest co prawda zabezpieczone ale i tak ma swój klimat.









Schronisko PTTK i wieża transmisyjna

Widok ze szczytu Ślęży.
Na szczycie jest kolejne schronisko PTTK oraz kościół. Jest również wieża transmisyjno-nadawcza. Niestety tego dnia nie miałam szczęścia podziwiać widoków ze szczytu. Doskonale było widać że NicNieWidać 😂


Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny na szczycie Ślęży

Szlak prowadzi dalej w dół zbocza w stronę Świdnicy. Jednak moje auto stało po stronie Sobótki więc wiadomo że wróciłam tym samym szlakiem. Tam gdzie był lód zejście było dość niebezpieczne. Musiałam bardzo uważać żeby nie zaliczyć ślizgu i wywrotki. W połowie było już łatwiej choć czasem niektóre kamienie były dość zdradliwe. 

Cała wyprawa trwała może z 3,5 godziny (liczę od parkingu bez dojazdu do miasta)

Niesamowite że mieszkałam w okolicach tej góry ponad 20 lat i dopiero po włóczęgach w innych krajach zobaczyłam co tak naprawdę mam pod samym nosem. 

Na pewno jeszcze wrócę na tą górę w innych porach roku. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polska. Wrocław. Poszukiwanie krasnalów. Wakacje majowe - 2 wyprawa. 24-04-2023

Legenda o Pannie z rybą.

Jak przetrwać przygotowania przed wyjazdem świątecznym