Polska. Arboretum leśne - Zalew Stradomski - Stradomia Wierzchnia. Wakacje majowe - 1 wyprawa. 23-04-2023
Wakacje majowe.
Nie to nie długi weekend na Majówkę.
To stałe 2 tygodniowe wakacje w holenderskiej szkole.
Jak pierwszy raz dostałam listę wolnych dni mojego najstarszego syna w pierwszej grupie, to pomyślałam, że on ciągle ma wakacje.
Listopad – tydzień, Świąteczno-noworoczne – 2 tygodnie.
Wiosenne – tydzień, majowe – 2 tygodnie i letnie 6 tygodni. Do tego wszystkie dni szkoleniowe dla nauczycieli. Długie Weekendy świąteczne i inne okolicznościowe. Dosłownie zbladłam jak zobaczyłam tą listę.
Ale teraz po tylu latach w tym kraju przywykłam i cieszę się gdy mogę spędzić kilka dni sam na sam z chłopcami.
Oczywiście w dni wolne mogę zapomnieć że sobie dłużej pośpię. Bo przecież „słońce już świeci, mamo wstawaj” Też macie wtedy ochotę mieć magicznego pilota i włączyć funkcję wyciszenia?
Oj, ja bardzo. Ale oni pewnie mają tak samo gdy wyganiam ich do łóżka spać. Lub co gorsza każę wstać do szkoły.
Wracając do wakacji majowych. Tym razem pięknie się złożyło, że wypadły dokładnie na przełomie kwietnia i maja. Tak że wyjeżdżając w rodzinne strony miałam pewność że moja rodzina również będzie mieć trochę wolnego czasu.
Nie pamiętam czy już wspominałam ale pochodzę z dolnego śląska. A w sumie jego górnego cypelka gdzie rzut beretem jesteś już w kolejnym województwie.
Mała wioseczka o nazwie Stradomia Wierzchnia. Kiedyś przechodziła przez nią bardzo ruchliwa droga. Ale po wielu latach ukończyli trasę S8 i w końcu jest cisza i spokój jak na wioskę przystało.
Co nie zmienia faktu, że warto ją odwiedzić. Jest kilka fajnych miejsc godnych zobaczenia. A odkąd trasa tranzytowa się zmieniła to i powietrze się polepszyło.
Masa lasów.
Masa pól.
Zalew Stradomski który po latach nie odwiedzania bardzo mile mnie zaskoczył swoim zagospodarowaniem.
Arboretum leśne które już za moich szczenięcych lat było atrakcją, zwłaszcza w czasie kwitnienia roślin, bo kolekcję maja naprawdę piękną. Ale również wcześniej i później warto odwiedzić to miejsce. Teraz dodatkowo jest atrakcyjne również dla dzieci, ponieważ wpadli na pomysł ścieżki edukacyjnej. I choć przeszłam ją prawie biegiem bo moja banda koniecznie chciała mieć już wszystkie pieczątki to i tak zauważyłam na ścieżce masę informacji o rejonie i o życiu oraz funkcjonowaniu lasu oraz zwierząt go zamieszkujących.
Pogoda nam dopisywała w weekend gdy przyjechaliśmy. Dlatego siedzenie w domu i oglądanie bajek stanowczo odpadało.
Jak chłopcy zobaczyli wodę nad zalewem to od razu było hasło kąpiel. Przy jednodniowej ładnej pogodzie nie było mowy aby woda była ciepła. Po długim jęczeniu i proszeniu zgodziłam się na pięć minut ( wyszło trochę dłużej) ale każdy z nich z chęcią zrzucił ubrania i plusk do wody. Piski krzyki, że zimna ale i tak co chwile znów włazili. Słońce pięknie grzało to wiedziałam że po wyjściu szybko się ubiorą i nie będą marzli. 10 minut później ( co dla mnie trwało całą wieczność) sami już chcieli się ubierać. Później była zabawa na placu zabaw i piasku wokół niego. Sama usiadłam i podziwiałam widoki czując jak się topię w wiosennym 21 stopniowym upale. Wytrzymałam godzinę.
Z tego miejsca ruszyliśmy na zwiedzanie wspomnianego wcześniej arboretum. Liczyłam że miliony kwiatów różaneczników oszołomią mnie swoją wielobarwną paradą. Niestety było za wcześnie. O grze plenerowej dowiedzieliśmy się przypadkowo gdy jedna ze zwiedzających dziewczynek przebiegła obok nas pędem w stronę małej budki a później nas minęła biegnąc w drugą stronę. Zdążyliśmy złapać jej rodziców którzy na szczęście nie biegali. Od nich dowiedzieliśmy się o grze.
Mapka nie jest za darmo, ale kosztuje tylko 3 zł. Co uważam za dość niską cenę bo frajdy przy tym chłopcy mieli multum. Zapomniałam wspomnieć że bilety wstępu kosztują 10 zł dla dorosłych a dzieci od lat 6 za 8 zł. Maluchy otrzymały śliczne naklejki jako bilety darmowe.
Ruszyliśmy więc na poszukiwanie kolejnych pieczątek. Cała trasa teoretycznie ma 4 km. Ale biorąc pod uwagę szukanie budek, kluczenie wśród ścieżek i wracanie się kilka razy bo w nie tą stronę się poszło to można doliczyć kilkanaście metrów więcej do końcowego wyniku.
Co do miejsca zwiedzania. Rośliny są oznakowane więc wiemy czy patrzymy na brzozę, buk czy wierzbę oraz jaka to odmiana. Ścieżki są zadbane i wygodne. Mostki i kładki ułatwiają poruszanie się po terenach zalanych i podmokłych. Tablice informacyjne przekazują sporo informacji na co możemy się natknąć w danym obszarze a drogowskazy pomagają znaleźć się w której części arboretum właśnie się znajdujemy. Co chwilę mijaliśmy ławki i stoliki przy których można było odpocząć i zjeść. Nie było też problemu z koszami na śmieci. Jest również wyznaczone miejsce do organizacji ogniska czy grillowania. I choć pogoda dopisywała i ludzi naprawdę było sporo to nie czuło się tłoku na tak dużym terenie.
Nogi zaczynały boleć naprawdę mocno bo nie mogliśmy znaleźć ostatniej pieczątki. Choć ja sama tylko pilnowałam żeby grupa się nie rozeszła we wszystkich kierunkach. Głównym zadaniem za szukanie kolejnych skrzynek mieli chłopcy i to powodowało że szli naprzód i przeszukiwali wzrokiem cały teren.
Zaś motywacją do dotarcia na miejsce Startu była obiecana nagroda.
Bardzo się cieszyli że zdobyli medale i z lodów oczywiście też które niestety nie były częścią głównej nagrody za zdobycie wszystkich stempli.
Ten dzień był bardzo wesoły i wyczerpujący. Ale chyba każdy dzień tak powinien wyglądać.
Padasz na twarz ale jesteś szczęśliwy. A później z uśmiechem wracasz do niego wspomnieniami.
Zapraszam was również na Facebooka gdzie umieściłam więcej zdjęć z tego dnia jak również z innych moich przygód
oraz na kanał YouTube gdzie są wszystkie moje filmiki







Komentarze
Prześlij komentarz